-Nie, kurwa nie będę tego słuchał!-krzyknąłem.
-Harry, to nie tak...
-Pieprzyliście się, jak chcesz to niby wytłumaczyć?
-Ciebie nie było tak długo...
-To moja wina?!
-Mógłbyś się czasem wykazać!
-Słyszysz siebie? Obwiniasz mnie, za twój błąd. Jeśli nie chciałaś ze mną być, trzeba było po prostu powiedzieć!
-To nie tak..
-Kurwa, powtarzasz się już. Ile to w ogóle trwa?
-Pół roku...
-To możesz spokojnie kontynuować. To, co było między nami skończone. Możesz sobie teraz o tym napisać piosenkę i wygrać Grammy.
-Harry...
-Nie.
Ubrałem moją kurtkę i sięgnąłem po kluczyki.
-Poczekaj!-krzyknęła głosem pełnym desperacji.
Próbowałem zamknąć drzwi mojego Porsche, gdy jej chuda ręka mi przeszkodziła.
-Nie obwiniaj tylko mnie, to ty znikałeś do tego zasranego Londynu. Pierdolona Cara i inne! To ty ode mnie odszedłeś!
Wysiadłem z auta, zrzuciłem jej dłoń z drzwi i spojrzałem w jej cholernie, piękne niebieskie oczy.
-Nigdy nie mów, że odszedłem, bo zawsze cię chciałem-syknąłem, po czym wsiadłem do auta i odjechałem.
Wcisnąłem gaz do dechy, gdy tylko opuściłem Los Angeles. Wytarłem pojedyncze łzy. Naprawdę coś do niej czułem i była pierwszą osobą, do której w ogóle coś czułem.
8000 tysięcy kilometrów jednak robi różnicę. Starałem się tu latać jak najczęściej mogłem, narażając się nawet na plotki na temat rozpadu zespołu, by tylko ją zobaczyć. By zobaczyć jak się uśmiecha na mój widok, a nie krzyczy, gdy nakryłem ją z tym palantem w łóżku. Jak ona mogła mi to zrobić? Czemu nie mogę znaleźć kogoś, kto polubi mnie taki jaki jestem? Kogoś kto pokocha mnie, dla mnie, a nie dla jakiegokolwiek innego powodu. Na liczniku jest na pewno ponad 200 km/h, ale kogo to obchodzi?
Bo na pewno nie mnie.
Melanie
Wzięłam oddech i przepłynęłam jeszcze 200 metrów kraulem.
-Dobra robota, do zobaczenia w poniedziałek-uśmiechnął się i skierował się do pokoju trenerów.
Odetchnęłam z ulgą, gdy znalazłam się pod prysznicami. Ciepła woda ogrzewa moje ciało. Ślęczę tam już z kilkanaście minut. Jak zwykle z treningu wychodzę ostatnia. Jako kapitan akademickiej drużyny pływackiej, trener pokłada we mnie nadzieję w najbliższych zawodach, które odbędą się w grudniu.
Weszłam do przebieralni, mimo, że szatnia jest już całkiem pusta. Przebrałam się w to w czym tu przyszłam, to jest jeansy, biały t-shirt i kwiatowy sweterek. Przez głowę oczywiście przewieszam sobie nieśmiertelnik. Wsunęłam na nogi moje balerinki i ruszyłam w stronę suszarek.
Gdy byłam już gotowa z przerażeniem zobaczyłam obecną godzinę.
Popędziłam na przystanek czekając na najbliższy przystanek.
Po godzinie znalazłam się już w szpitalu. Pomagam tu jako wolontariuszka od 3 lat.
Gdy minęłam pokój pielęgniarek, wysłałam Bridgit (przełożonej pielęgniarek) przepraszające spojrzenie.
Wleciałam do pomieszczenia przeznaczonego dla personelu. Zostawiłam tam swoje rzeczy i spięłam włosy w kucyk, a potem skierowałam się już do sal.
Po zmienieniu kroplówek w kilku salach i porozmawianiu z panią Foster udałam się do szpitalnej stołówki. Jak zwykle poprosiłam o wegetariańską kanapkę i kubek herbaty. Zajęłam rutynowe miejsce w recepcji, obok mojej przyjaciółki Alice. Była ode mnie kilka lat starsza, ale dogadywałyśmy się bardzo dobrze.
Kończyłam już jeść moją kanapkę, gdy usłyszałam sygnał karetki.Niby norma, w końcu to szpital, ale to było... Coś innego niż zazwyczaj.
~~
Opowiadanie jest wyłącznie moim wymysłem. Żadne z wydarzeń nie miały miejsca!
Hej :)
Jest to dopiero prolog, więc dość krótki, ale mogę obiecać, że rozdziały będą dłuższe!
Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną dłużej. Pomysł na tego fanfica krąży po mojej głowie już od kilku miesięcy, więc HIR AJEM hehe...
Zachęcam do obejrzenia zwiastuna!
Jeśli chcecie być informowani zostawcie linka do twittera pod postem.
#muchlove
@DameHazza