niedziela, 2 marca 2014

Rozdział 21

Hej :)
Więc tak, zostałam nominowana do 1D Awards w kategorii 'Najlepszy Harry'. Jeśli podoba Wam się ''Wordless'' możecie głosować TUTAJ. Z góry dziękuję! x
Drugie primo, wspominałam Wam już o nowym fanficu z Louisem.


Oto jest i zwiastun. Jeśli macie ochotę poczytać moje wypociny to zapraszam TUTAJ. :) Bardzo dziękuję za wejścia i komentarze! Jesteście bardzo kochani!
Szacunek jeśli przeczytałeś! xx
#muchlove
@DameHazza 

Melanie

-Hej tato-powiedziałam siadając przy nagrobku. Położyłam stokrotki i uśmiechnęłam się słabo. To były jego ulubione. Wciąż nie mogę w to wszystko uwierzyć. Nie zginął na wojnie, zdradziło go jego własne ciało. Poczułam łzy, które cisnęły mi się do oczu od kilku godzin. Wiem, że nie powinnam teraz myśleć o nikim innym, niż mój tata, ale mojej głowie wciąż pojawiał się obraz twarzy Harry'ego. Nie powinnam była tego mówić. Zostawił rodzinę i przyjechał tu ze mną. Był przy mnie i wspierał, a ja po prostu go odepchnęłam. Przecież on był Bogu winny, a ja wyładowałam na nim swoją frustrację. Nie umiałam racjonalnie wyjaśnić czemu nic z tym nie robię. Mogłabym do niego pojechać i z nim porozmawiać...Ale coś mnie powstrzymywało. Tęskniłam za nim, bardzo. To wręcz paradoksalne. Czułam się cholernie rozdarta. W końcu mój tata odszedł, powinnam teraz być w żałobie, a nie myśleć o chłopakach. Westchnęłam i spojrzałam na napis na kamieniu. Co on by zrobił na moim miejscu?
Poranne słońce, które widniało na niebie jeszcze kilka godzin temu, zasłoniły kłęby szarych chmur. Poczułam zimny powiew wiatru, na co przeszedł mnie lekki dreszcz. Zapięłam kurtkę i skierowałam się do najbliższego supermarketu. W moich uszach jak zwykle brzmiała piosenka Ed'a. Wzięłam koszyk i zaczęłam pakować potrzebne produkty. Mama wzięła wolne w pracy i próbowała rozmawiać z Toby'm. Chciałam jej choć trochę pomóc. Nie zapominając o moim obecnym stanie wzięłam jeszcze opakowanie lodów,tabliczkę czekolady i 4 pączki. Gdy koszyk był już prawie pełny stanęłam przy kasie i zaczęłam wypakowywać produkty.
-Melanie?-usłyszałam znajomy głos. Zdjęłam słuchawki i ujrzałam przed sobą mamę Rush'a.
-Dzień dobry-odpowiedziałam i wysiliłam się na uśmiech.
-Słyszałam co się stało, bardzo mi przykro-powiedziała ze smutkiem w głosie.
Pani Miller, kobieta po 40-stce przyglądała mi się z widoczną troską w jej brązowych oczach. Obcięła swoje długie kasztanowe włosy, które obecnie sięgały jej lekko ponad ramiona.
-Dziękuję-odpowiedziałam, gdy po chwili zauważyłam przy boku jej syna.
-Mel?-powiedział bardzo zachrypniętym głosem, który nie był podobny do niego.
-Hej, Rush-założyłam kosmyk włosów za ucho.
Najwidoczniej pani Miller nie zauważyła, że atmosfera nagle lekko zgęstniała, gdyż uśmiechnęła się lekko w moją stronę.
-Dawno u nas nie byłaś...Może wpadłabyś na kolację?-zaproponowała. Czy ona nie wie, że my...?
Nie zdążyłam odpowiedzieć, gdyż przerwała mi kobieta przy kości o dość niemiłym nastawieniu.
-20 funtów-burknęła.
Podałam kobiecie pieniądze i zwróciłam się do mamy Rush'a.
-Przepraszam, ale...
-Mel, możemy pogadać?-przerwał mi.
Spojrzałam raz na niego, raz na jego mamę, po czym skinęłam głową.
Odeszliśmy od kasy i usiedliśmy na ławce. Patrzyłam na swoje dłonie, nie chcąc patrzeć na jego oczy.
-Tęsknie za tobą-powiedział.
-Rush...
-Wiem, jesteś z nim...Ale chodzi mi ogólnie o ciebie. Znamy się prawie od urodzenia. Wiedz, że serce mi się kraja, kiedy widzę, że on sprawia, że jesteś szczęśliwa...Ale czy moglibyśmy zostać przyjaciółmi?
Uśmiechnęłam się na jego słowa. Też za nim tęskniłam. Nie pod TAKIM kątem, ale brakowało mi go.
-To zabrzmiało jak z jakiegoś filmu-zaśmiałam się i szturchnęłam go w ramie po przyjacielsku.-Też tęskniłam.
Uśmiechnął się szeroko i mnie przytulił.
-Czy twoja mama nie wie, że my...?-spytałam i tym razem spojrzałam w jego oczy.
-Nie do końca... Coś jej wspominałem, ale chyba nie zrozumiała aluzji. Nie martw się wszystko jej wyjaśnię. Jak chcesz to naprawdę możesz dzisiaj przyjść.
W tym momencie podeszła do nas pani Miller.
-To jak z ta kolacją?
-Bardzo dziękuję za zaproszenie, ale dzisiaj nie mogę.
-To może niedziela?
Przemyślałam wszystkie przeciw i za, po czym spojrzałam w ciepłe oczy kobiety.
-Niedziela brzmi dobrze-uśmiechnęłam się lekko.
Pani Miller przytuliła mnie, po czym to samo uczynił jej syn. Odeszli, a ja odetchnęłam z ulgą.
-Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłaś!-powiedziała moja przyjaciółka kończąc swój pół godzinny monolog.
-Zawsze umiesz mnie pocieszyć, Vic-rzuciłam kąśliwe i sięgnęłam po pączka.
-Wiesz, o co mi chodzi...Zachowałaś się jak zupełna idiotka, wiem, że twój tata...
-Dobra, jestem największą debilką na świecie, ale powiedz mi co ja mam teraz zrobić?-jęknęłam chowając się pod kocem.
-Jedź do niego.
-Co?
-No, jedź do niego.
-Jest druga w nocy, panno wspaniała rada.
-A skąd wiesz ile on tu jeszcze zostanie? Przecież równie dobrze może kontynuować swoje leczenie w Londynie.
To coś spowodowało ukłucie w moim sercu. Czy on naprawdę wyjechałby nic mi nie mówiąc? Po prostu zostawiając mnie samą?
-Spinaj tyłek, jedziemy.
-To jest twój najgłupszy pomysł w historii wszystkich twoich najgłupszych pomysłów. Jest druga w nocy on śpi.
-No i co z tego? A może tak to przeżył, że nie sypia w nocy?
Spojrzałam na nią z niedowierzaniem. Już to widzę.
-Idź!-rozkazała, po czym prawie siłą wypchnęła mnie z samochodu. 
Ignorując moje trzęsące się nogi skierowałam się do głównego wejścia.
Odwróciłam się spoglądając na przyjaciółkę. Odetchnęłam i sięgnęłam dłonią do dzwonka. Po chwili rozległ się dzwonek. Gdy tylko usłyszałam charakterystyczny dźwięk, chciałam uciec, jednak moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Stałam więc tam, tępo wpatrując się w białe drzwi. Zobaczyłam, że światło w środku się zapala. Po kilku sekundach zauważyłam przed sobą szczupłą blondynkę, która w szoku mi się przyglądała.
Spodziewałam się wszystkiego, ale nie Taylor Swift w piżamię stojącej w domu mojego chłopaka.

Tak btw nie mam nic do Taylor Swift, lubię ją. Po prostu w tym fanficu gra taką a nie inną rolę. xx