wtorek, 13 maja 2014

Rozdział 31

Mam trochę słaby dzień i nie chcę pisać dołującej notki, więc napiszę tylko, że przepraszam, za spóźnienie i jakiekolwiek błędy w tekście, ale klawiatura mi nawala :(


Melanie

Siedziałam w moim pokoju nie powstrzymując już łez. Nie mogłam uwierzyć, w to, że Harry okazał się takim dupkiem. Gdyby mógł pewnie wykrzyczał by te słowa. Nie docierało do mnie to, że gdy ja opłakiwałam mojego ojca, on i Taylor prawie się przespali. To co powiedział, było ciosem poniżej pasa. Chciał mnie zranić i udało mu się. Nawet nie dał mi wyjaśnić, dlaczego nie przyszłam. Pierwszy raz w jego oczach widziałam coś takiego. Słowo ''zły'' nie określały tej furii w jego oczach. Nie dając mi powiedzieć ani słowa, kazał mi się po prostu wynosić. Co miałam zrobić? Błagać na kolanach? To w końcu on lizał się z inną, gdy tylko zaczęło być ciężko. Ja go nigdy nie zdradziłam.
Telefon zawibrował w mojej dłoni, co wyrwało mnie z pewnego rodzaju transu. ''Jedna nowa wiadomość od: Calum''kliknęłam otwórz i przetarłam łzy z policzków.

Marion Ave 12, wciąż mam cichą nadzieję, że wpadniesz :)

Wiele nie myśląc poderwałam się z miejsca i wybrałam numer Vic. Podeszłam do szafy i po 2 sygnałach usłyszałam głos przyjaciółki.
-Impreza, ty i ja, upijamy się i nic nie pamiętamy. Potrzebuję wódki-powiedziałam szybko, opierając telefon na ramieniu i przeglądając sukienki w mojej szafie.
-Ło, ło, ło! Gdzie moja Mel? Z resztą nieważne, daj mi 30 minut.
-Vic?-spytałam nieco niepewnie.
-Tak?
-Nie rozmawiajmy o tym dzisiaj, wszytko ci opowiem, ale jutro, dobrze?
-Zrozumiano-powiedziała niczym oficer, po czym się rozłączyłyśmy. Rzuciłam telefon na łóżko i przyłożyłam wieszak z sukienką do ciała. Dziś o wszystkim zapominam. Problemy poczekają do jutra.
Wysiadłyśmy z autobusu pod podanym adresem. Ujrzałam luksusową willę w typowym dla Miasta Aniołów wystroju. Kilkanaście aut przed domem i na podjeździe, przysłoniły drzwi wejściowe. Na dworze było już ciemno.Już przy drodze słyszało się muzykę. Przeciskałyśmy się między samochodami i gdy doszłyśmy do drzwi użyłyśmy dzwonka. Po kilku sekundach w drzwiach stanął Calum z czerwonym, plastikowym kubkiem w dłoni. Jego oczy powiększyły się, gdy mnie zobaczył.
-Wow, Mel...-przejechał wzrokiem po mojej czarnej, krótkiej i dość obcisłej sukience.-Wyglądasz...Wow.
-Darujmy sobie, jestem Vic-wtrąciła się i wzięła kubek z jego dłoni. Wzięła duży łyk i uśmiechnęła się. Po czym wyminęła go i weszła do środka. Zaśmiał się i spojrzał na mnie.
-Nie sądziłem, że przyjdziesz, ale cieszę się, że zmieniłaś zdanie.
-Ja też, mój dzień miał wyglądać...Trochę inaczej.
-Vic to twoja przyjaciółka? Niezłe ziółko, co?
-Taki jej urok. Wpuścisz mnie, bo zamarzam?
Odsunął się, na co weszłam do środka. Usłyszałam remix piosenek Davida Guetty i wręcz czułam jak podłoga się trzęsie.
-Coś do picia?
-O tak bardzo-zdjęłam płaszcz, który Calum powiesił w szafie.-Dziękuję-uśmiechnęłam się po czym podążyłam za nim. Mijałam różnych ludzi, całkowicie wstawionych, najaranych i zupełnie zagubionych. Dom w środku był w bardzo podobnym, co z zewnątrz. Dominowały białe i czarne barwy, co sprawiało charakter nowoczesnego wyglądu. Znaleźliśmy się w kuchni, gdzie usiadłam na blacie.
-Alkoholowo czy bez?-spytał otwierając lodówkę.
-Zdecydowanie procenty mi się przydadzą-odparłam.
-Piwo, czysta, wino, szampan, likiery, brandy, wiśniówka...
-Wiśniówkę,proszę-położył dwa małe kieliszki na blacie i nalał czerwonego płynu. Stuknęliśmy się uważając by nie wylać napoju, po czym wypiliśmy jeszcze 3 kolejki. Od razu poczułam przyjemne ciepło, którego mi brakowało. -To twój dom?
-Nowego fagasa mojej mamy, ale oni są tu może 4 razy w roku?
-Przykro mi.
-Niepotrzebnie, już się przyzwyczaiłem-powiedział po czym przechylił kolejny kieliszek.
-Odciągam cię od gości, idź się baw-uśmiechnęłam się. Mimo kilku kieliszków, wciąż czułam ból.
-Lepiej bawię się z tobą-odpowiedział mi tym samym po czym usiadł koło mnie.-W sumie to impreza Dana, mojego kumpla, ale wypożyczyłem mu miejscówkę.
Otworzył piwo po czym podał mi butelkę. Pewnie ją sięgnęłam i upiłam spory łyk.
-Masz może fajki?-spytałam.
Wyjął opakowanie po czym sięgnęłam po jednego i włożyłam do ust. Przyłożył zapaliczkę i a ja się zaciągnęłam. Poczułam lekko gorzkawy smak w płucach, ale przy okazji trochę się uspokoiłam.
-Nie sądziłem, że palisz i pijesz,wiesz? Wyglądasz jak malutki aniołek-zaśmiał się, a do moich policzków napłynęła krew.
-Nie jestem aniołkiem, ale każdy musi się czasem odstresować, prawda?
-Czyli jesteś diabełkiem w przebraniu anioła?-zrobił taką twarz, że wybuchłam śmiechem.
Wstałam z blatu i odstawiłam butelkę na blat. Czułam już procenty w żyłach i ból stawał sie coraz mniejszy.
-Zatańczysz ze mną, Calcium?-zrobiłam minkę małego kotka.
-Aniołkom się chyba nie odmawia?-uśmiechnął się i stanął przede mną.
-Dziękuję, że mnie zaprosiłeś-spojrzałam w jego oczy.
-Dziękuję, że przyszłaś.
Po tych słowach złapałam jego dłoń i ruszyliśmy na parkiet. Tym razem leciała Rihanna, którą uwielbiałam. Wygłupialiśmy się na środku parkietu imitując seksowny taniec wykonawczyni tej piosenki. Brzuch bolał mnie od śmiechu. W międzyczasie ktoś uzupełniał nasze puste dłonie kolejnymi drinkami, co tylko poprawiało moje samopoczucie.
-Moglibyśmy gdzieś pójść, gdzie będzie cicho? Głowa mi pęka-krzyknęłam do ucha Caluma.
Gdy chłopak zamknął drzwi i zapalił światło, poczułam jak mocno głowa mi pulsuje.
-W końcu chwila wytchnienia, co?-westchnął kładąc się na łóżko.
-To twój pokój?-rozejrzałam się po pokoju dość niepasującym do reszty wystroju domu. Skinął głową. Panowała tu przyjemna ciepła atmosfera. W reszcie willi można było dostrzec, że całe wnętrze było zasługą nietaniego projektanta. Wszystko było nowoczesne i dopracowane, jednak zarazem i chłodne.Ten pokój był inny. Miał duszę. Podeszłam do biurka gdzie stało zdjęcie małego Caluma z krokodylem. Uśmiechał się pokazując swój brak przednich zębów. Zaśmiałam się pokazując mu zdjęcie.
-Słodki byłeś, to w Australii?
-Ej, nadal jestem słodki-podniósł się do pozycji siedzącej i zaśmiał się.-Mieszkałem tam do 6 roku życia, potem przyjechaliśmy tutaj.
Skinęłam głową i przejechałam wzrokiem po pozostałych zdjęciach. Na półkach poza różnymi podręcznikami i książkami, dostrzegłam małe drewniane figurki żółwia, kangura i innych zwierząt.
-Wow-westchnęłam, gdy obracałam jedną z nich w dłoni.-Są piękne.
-Tata mi je zrobił i dał na czwarte urodziny-czułam, że stoi bardzo blisko mnie. Ciepło jego ciała było kojące.-Szkoda, że to jedne z ostatnich, na których był.
-Twój tata nie żyje?-wyrwało mi się, ale szybko zakryłam dłonią usta.-Przepraszam, ja...
-W porządku, nic się nie stało-dotknął mojego gołego ramienia swoją dłonią.-Żyje, ale zostawił mnie dla nowej rodziny.
Odstawiłam figurkę i odwróciłam się w jego stronę. Jego oczy przenikały prawie do mojego serca. Widziałam w nich wszystko. Złość, smutek, rozpacz, ale i coś pozytywnego. Błysk w oku który widziałam od samego początku dzisiejszej imprezy. Położyłam dłoń na jego policzku, by dać mu wsparcie. Jednak gdy nasza skóra się spotkała, poczułam coś elektryzującego i uzależniającego. Chciałam więcej, więc przysunęłam się do niego i złączyłam nasze usta. Nie myślałam już o niczym innym, tylko o tym jakie są cudowne.

11 komentarzy:

  1. woah. omg, brak słów. Czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest genialne <3
    @magda2115

    OdpowiedzUsuń
  3. wow fajny zwrot akcji KOCHAM <3333 !!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. WOW ! Co to jest ! Nie zrozum mnie źle, rozdział świetny. Tylko kurcze smutno mi z powodu Harrego i Melanie :(( Mam nadzieje, że im sie jakoś ułoży <3 Piszesz cudownie i mam nadzieje, ze szybko nie przestaniesz ...
    Kocham i czekam na następny xx

    OdpowiedzUsuń
  5. Mel sie wkurza bo Harry pocaałował Tay gdy zaczęło się robić ciężko a tak naprawde ona postąpiła TAK SAMO

    OdpowiedzUsuń
  6. ale sie porobiło ;oooo
    Harry,wracaj!!
    bo stracisz cały swój świat! ;(

    OdpowiedzUsuń
  7. halo co
    nie
    to nie może tak być
    HARRY WRACAJ
    czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  8. łoł, no to się porobiło :o Super

    OdpowiedzUsuń