wtorek, 1 kwietnia 2014

Rozdział 26

ZMIENIŁAM USERNAME NA TWITTERZE! @hazzfaves!

Melanie

Między nami zapanowała cisza. Słychać było tylko nasze głośne i szybkie oddechy. Spojrzałam na Rush'a, który nie odrywał wzroku od ziemi. Nie wiedząc, co powiedzieć, podeszłam do niego i zarzuciłam swoje ramiona wokół szyi. Objęłam go i ciasno przycisnęłam do siebie. Moja głowa opierała na jego klatce piersiowej. Poczułam jego ramiona wokół mnie, po czym na chwilę zamknęłam oczy. Nie wiedziałam, że jego ojciec znów pije i na samą tą myśl, poczułam nagłe wyrzuty sumienia. Tylko ja wiedziałam o jego tacie. Nie miał z kim porozmawiać czy chociaż się wyżalić. Tłumił to w sobie i w końcu wybuchł. Od razu do głowy przyszedł mi Harry. Robił dokładnie to samo.
-Przepraszam, że mnie z tobą nie było-szepnęłam, wciąż nie rozluźniając uścisku.
-To ja przepraszam, że tak cię potraktowałem... Gdybym tylko mógł cofnąć czas...
Odsunęliśmy się od siebie, po czym od razu spojrzałam na jego twarz.
-Myślę...Myślę, że powinieneś pójść do swojej mamy-wybełkotałam, przerywając panującą ciszę.
-Chyba masz rację-pierwszy raz spojrzał na mnie. W jego oczach widziałam bezbronnego 8-latka, który nie wie co się dzieję, a nie prawie 20-letniego chłopaka. To wszystko, to dla mnie wciąż szok.
-Dzwoń do mnie, jak coś. Kiedy chcesz-powiedziałam, po czym podszedł i jeszcze raz mnie przytulił.
-Dziękuję.
Opuściłam mieszkanie Rush'a, w którym nie było już jego taty i skierowałam się w stronę przystanku. Czułam się okropnie. Z jednej strony to on mnie zostawił, ale mogłam go chociaż wysłuchać. Musiał przechodzić przez to sam. Przed oczami pojawił mi się jego obraz leżący na swoim ojcu i wymierzający cios.  Mój ojciec nie żyje, jego jest agresywnym alkoholikiem. Nie wiem, co gorsze. Był moim przyjacielem odkąd pamiętam. Rozdzieliły nas różne szkoły, a w liceum znowu się spotkaliśmy i jakoś wyszło tak, że zostaliśmy parą. Szczerze, to poza Vic i Rush'em nikt nie był mi tak bliski.
Moje myśli nagle zaprzątał chłopak z tymi cholernie zielonymi tęczówkami. Mimo krótkiej znajomości, zdążyłam go pokochać i zaufać. Nigdy nie sądziłam, że coś takiego spotka mnie w tak wczesnym wieku. To uczucie jest tak mocne, że te trzy dni bez widzenia jego uśmiechu, naprawdę sprawiały, że moje serce bolało. Chyba nie jestem dobrą dziewczyną. Czy my w ogóle...? Westchnęłam głęboko. Przez ostatnie dni strasznie denerwowałam się tym niedzielnym obiadem. Nie chciałam go widzieć, gdyż czułam poczucie winy z powodu tej wizyty. Bałam się trochę jak Harry zareaguje. Może nie zrozumieć mojej relacji z Rush'em...Nie chcę jednak kłamać. Wyciągnęłam telefon i szybko wystukałam wiadomość.

Harry

Otworzyłem drzwi, w których stała Mel. Ubrana była w spódniczkę w kratę, białą koszulkę i jasnobrązowy płaszcz. Wyglądała jak anioł, choć tak naprawdę nie musi nic robić, żeby go przypominać. Boże tak bardzo się za nią stęskniłem, a minęły zaledwie 72 godziny. Całując ją w policzek, wpuściłem ją do środka. Miała w rękach szarą papierową torbę. Muszę przyznać, że trochę przeraził mnie jej sms ''Musimy się spotkać''.
-Pomyślałam, że może jesteś głodny?
W sumie nie byłem, ale gdy otworzyła papierowe opakowanie i poczułem cudny zapach najlepszego chińczyka w LA w moim brzuchu zaburczało. Uśmiechnąłem się i skinąłem głową.
-Coś mało jak na 2 osoby-odpakowałem biały kartonik.
-Bo to tylko dla ciebie-powiedziała i uśmiechnęła się lekko.
-Ty nigdy nic nie jesz-spojrzałem na nią i zobaczyłem nagłą zmianę jej mimiki.
-Byłam na obiedzie i o tym chciałam z tobą pogadać.
-O obiedzie?-zmarszczyłem brwi i posłałem jej pytające spojrzenie.
-Właściwie byłem na obiedzie u Rush'a-powiedziała powoli, spoglądając na swoje paznokcie, po czym znowu na mnie próbując wyczytać moje emocje. Usłyszałem to imię i poczułem ukłucie zazdrości...Ale i bólu. Nie widzieliśmy się 3 dni, a ona spędziła je ze swoim BYŁYM chłopakiem. Nagle straciłem apetyt. Nie wiedziałem, co mam myśleć, więc spojrzałem na nią czekając aż kontynuuje.
-Pewnie myślisz, że to dziwne... Ale ja i Rush... To coś innego-wybełkotała, a ja złapałem ją za dłonie, by dać jej znać by na mnie spojrzała.
-Jeśli chcesz powiedzieć, że wolisz jego, to po prostu powiedz-spojrzałem w ziemię. Nie chciałem żeby to powiedziała. Cholernie nie chciałem.Mógł jej dać to czego ja jej nie mogę. Wyglądała na strasznie rozdartą i to mnie właściwie strasznie przerażało.-Złamiesz mi tym serce, ale powiedz.
Spojrzałem na nią niepewnie, a ona się zaśmiała. Co to może oznaczać? Boże, ktoś powinien napisać książkę ''Jak zrozumieć kobiety?''. To najbardziej zagmatwane istoty na świecie.
-Nigdzie się na razie nie wybieram-powiedziała i złapała mnie za rękę.Poczułem ulgę, jednak wciąż byłem lekko zaniepokojony jej spotkaniem.-Chciałam, żebyś po prostu wiedział, że ja i Rush...Tak jakby...Się przyjaźnimy.
Oh. Spojrzałem na nasze splecione palce, po czym w jej orzechowe oczy. Niech Bóg mi świadkiem, że nigdy nie widziałem piękniejszych i bardziej szczerych od tych przede mną.
-Wyjaśnię ci wszystko. Nie chcę mieć przed tobą żadnych tajemnic-szepnęła, a ja poczułem przyjemne ciepło, którego nigdy wcześniej nie doznałem.
-Ja też-poruszyłem ustami, gdyż nasze dłonie wciąż były splecione.
-Kocham cię-powiedziała niemal niesłyszalnym głosem.
-Ja ciebie też.
Te słowa, mimo, że już wcześniej przez nas wypowiedziane, wciąż sprawiały, że przez moje ciało przelatywał gorący dreszcz. Nie wiem czy to kiedyś minie, ale jak na razie się nie zapowiada. Zbliżyłem się i objąłem jej twarz. Ta dziewczyna jest po prostu chodzącym ideałem. Wiem, że one nie istnieją, ale Mel jest 100% wyjątkiem. Nasze usta się zetknęły, a ja poczułem się jakbym zatrzymał się w niebie na kilka sekund.
-Chcę ci coś pokazać-uśmiechnęła się i pociągnęła mnie za rękę.
Zatrzymaliśmy się pod dość sporym budynkiem. Nie miałem pojęcia dokąd ta dziewczyna mnie zaprowadziła, ale po prostu zdając się na nią kierowałem się jej wskazówkami, jak dojechać na miejsce.
Uśmiechnęła się do mnie i złapała mnie za dłoń.
-Ja i Rush poznaliśmy się tutaj-powiedziała, a ja zacząłem zastanawiać się czemu mnie tu przyprowadziła. Spojrzałem na tabliczkę z napisem ''Dom Dziecka''. Po czym mój wzrok przeniosłem na Mel.-Nie byłam adoptowana, ale on tak. Przychodziłam tu od dziecka wraz z moją mamą, gdyż sama była wychowanką tego domu. Miał rok, kiedy jego rodzice zginęli w wypadku. Kiedy 3 lata później spotkałam go stojącego w kącie i płaczącym, podeszłam do niego i tak to się wszystko zaczęło. Wysłuchałam go, a on mnie. To niesamowite ile mieliśmy zrozumienia mając zaledwie 4 lata. Opiekowaliśmy się sobą i przychodziłam tam o wiele częściej niż zazwyczaj. Kiedy Rush miał 5 lat, adoptowała go pani Miller. Strasznie się cieszył, gdyż jego mama to cudowna kobieta, cieszyłam się z resztą razem z nim. Niestety długo to nie potrwało, bo Rush został posłany przez rodziców do szkoły prywatnej, na którą mnie nie było stać. Tak nasz kontakt się urwał. Spotkaliśmy się znowu w liceum. Pracowałam bardzo ciężko, żeby dostać stypendium w tej szkole, a potem okazało się, że on też tam chodzi. Jego ojciec jest alkoholikiem, niby nie pił przez 10 lat, ale znowu do tego wrócił i on...Jest naprawdę agresywny, gdy zbyt dużo wypije. Czuję po prostu, że powinnam mu pomóc, poza tym znamy się od zawsze i nie chcę zostawiać go samego. Kochałam go, przyznaję, ale nie po tym, co mi zrobił...
Wciąż trzymając ją za dłoń spojrzałem w jej oczy. Były mokre i czułem, że zaraz się popłacze. Nienawidziłem tego widoku.
-Ale wciąż jest dla mnie ważny. Jako przyjaciel oczywiście. Wiem, że to pogmatwane, ale...
-To nie jest pogmatwane. Rozumiem cię-stwierdziłem zupełnie szczerze.
-Rozumiesz?-zdawała się być w zupełnym szoku. W pewnym sensie tak. Nie byłem jednak pewny, co powinienem jej powiedzieć.
-Byliście przyjaciółmi przez prawie całe życie, trudno nagle zapomnieć.
Uśmiechnęła się szeroko i już wiedziałem, że podjąłem dobrą decyzję. Nie chcę jej stracić. Poza tym ufam jej i wiem, że nigdy nie byłaby wstanie skrzywdzić nawet muchy.
-Wiesz, to niesamowite jak bardzo niesamowity jesteś-powiedziała, a ja chciałem się roześmiać na jej słowa.
-Powiedziała pani idealna-uśmiechnąłem się.
-Ja? Oj daleko mi do ideału-zauważyłem jak się rumieni i spuszcza wzrok.
Nigdy nie rozumiałem jak to jest, że dziewczyny mają aż tak ogromne kompleksy. To chyba po prostu kobieca natura.
-Masz rację, nie ma ideałów, ale ty jesteś najbliżej tego, żeby to się zmieniło.
Zaśmiała się i delikatnie walnęła mnie w ramię.
-Nie podlizuj się-''pogroziła'' mi i odpięła pasy.
-Gdzie idziesz?-spojrzałem na nią.
-Do środka i ty idziesz ze mną-odpowiedziała z zadziornym uśmieszkiem, który ostatni raz widziałem w nocy. Uśmiechnąłem się, po czym dołączyłem do brunetki.

11 komentarzy:

  1. WOW cudowneee <333 Czekam na next ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział. Nie mogę się doczekać dalszego ciągu ♥
    @shineninja

    OdpowiedzUsuń
  3. No po prostu perfekcyjne <3 nic dodać, nic ująć!
    Harry taki słodki, delikatny i wyrozumiały.. aww! daj mi takie chłopaka w moim życiu ;D
    Czekam na kolejny rozdział <3 / @Dreams_my_Life

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten fragment mnie rozwalił: "...poczułem cudny zapach najlepszego chińczyka w LA..." Boże, to brzmi jakby w tej torbie był Chińczyk. Człowiek. Posiekany na małe kawałeczki. Takiego którego można zjeść. Haha, jestem dziwna :c Rozdział jak zwykle świetny. Szkoda mi Rush'a :c Pozdrawiam, Weronika :) x

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekam i koooocham xx genialny rozdział jak zawsze hahah xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham i się wzruszyłam, zauważyłam nowy wygląd, jest bardzo słodki, ale aż sprawdziłam rozdział wcześniej czy to na pewno to . Haha :) Czekam na Next i zapraszam do mnie. :)
    http://kochanie-masz-do-wyboru-zycie-albo-ja.blogspot.com/2014/04/xvii.html

    hell-harry-fanfiction.blogspot.com

    samotnosc-nie-boli-prawda.blogspot.com

    Dziękuje za uwagę i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  8. dobrze że wszystko już sobie wyjaśnili :) są tacy niesamowicie słodcy, za każdym coraz bardziej <3
    Talent! Masz talent ;))
    Cudowny, taki spokojny i po prostu piękny :)
    ~halfatwin

    OdpowiedzUsuń